Czy można wiernie służyć Bogu przez całe życie, a jednocześnie czuć się jak zagubione dziecko?
Mam na imię Kasia. Od najmłodszych lat angażowałam się we wspólnoty – najpierw jako dziewczynka w DSM, później w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży, a następnie w różnych innych wspólnotach. Wydawało się, że wszystko układa się dobrze, ale w głębi serca toczyła się we mnie walka. Znałam prawdy wiary, służyłam Bogu, otaczam się ludźmi, którzy pragnęli wzrastać duchowo, a jednak miałam w sobie dużo smutku i lęku. Z perspektywy czasu widzę jak wielka łaska było to że Bóg kształtował mnie i przygotowywał przez formację w różnych grupach i wspólnotach. Jak bardzo mnie to uchroniło od wielu młodzieńczych błędów i wyryło we mnie świadomość obecności Bożej. Przez pewien czas na początku dorosłości czułam się jak starszy brat z przypowieści o synu marnotrawnym. Zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego nie mam w sobie radości i wolności, o której czytamy w Słowie Bożym?” Wiedziałam, że posłuszeństwo Bogu niesie błogosławieństwo, ale w moim sercu było dużo zasługiwania na tą miłość. Aż pewnego dnia doświadczyłam głębokiego zranienia, które obnażyło moją niemoc w przebaczeniu, oraz gniew: „Panie, przecież Ci służę, a Ty na to pozwalasz?” Czułam się bezsilna, głęboko zraniona, pełna gniewu i niezdolna do przebaczenia. Jednocześnie zaczęłam dostrzegać, że ci, którzy wydawali się daleko od Kościoła, mogą mieć serca znacznie bliżej Boga niż ja.
W międzyczasie przeżyłam również mój pierwszy kurs Alpha, na którym zobaczyłam Boże cuda – Boże działanie tu i teraz. Moje życiowe drogi zaprowadziły mnie do USA, gdzie po raz pierwszy doświadczyłam duchowej samotności – mimo że otaczały mnie wspierające osoby, brakowało mi wspólnoty. Bez niej i regularnej formacji zrozumiałam, jak wielką łaską jest życie we wspólnocie, która pomaga wzrastać, i jak trudno podążać za Chrystusem w pojedynkę. To był czas kryzysu, ale również moment, w którym Bóg zaczął otwierać przede mną nowe drzwi. Dzięki cudownemu Bożemu działaniu, przez modlitwę wielu osób poznałam osobę, która – podobnie jak ja – miała doświadczenie wspólnoty i kursów Alpha. Wspólnie, dzięki Bożym „zbiegom okoliczności”, zaczęłyśmy organizować pierwsze kursy, gdzie jako osobę już posługującą Bóg przemieniał jeszcze głębiej i uczył mnie większej wolności od opinii ludzkiej oraz ufności, że Bóg pomimo mojej słabości może działać. Po zakończeniu Alpha, dzięki Bożej Łasce Bóg wypełnił pragnienie naszych serc i założyliśmy wspólnotę Metanoia. To był czas w którym doświadczyłam, że Bóg nie szuka ludzi doskonałych ale może używać i wyposażać każdego kto Go szuka. Podczas tego czasu trudności, łaski i zmagań Bóg oczyszczał moje intencje służenia Mu.
Po kolejnych życiowych trudnościach oraz napomnieniu od pewnego kapłana, abym nie trzymała dla siebie to co od Boga otrzymałam, Bóg doprowadził mnie do przejścia Ogólnopolskiej Szkoly Ewangelizatora i Encounter School of Ministry, tam doświadczyłam tylu Bożych cudów oraz otrzymałam tak wiele narzędzi do dzielenia się Dobrą Nowiną i formowania kolejnych uczniów, że Bóg rozpalił we mnie jeszcze większe pragnienie założenia organizacji dla anglojęzycznych osób – Unity and Mercy Ministry. Której misją jest prowadzenie ludzi do doświadczenia Bożej miłości oraz formowanie i wyposażanie nowych uczniów Chrystusa.
W ubiegłym roku moje życie po raz kolejny zostało poddane próbie. Doświadczyłam bolesnej straty mojego dziecka tuż przed porodem, ale jednocześnie cudu darowanego mi życia – zostałam w cudowny sposób uratowana i całkowicie uzdrowiona. Przeszłam trudny proces przebaczenia. W obliczu śmierci zrozumiałam coś, co jeszcze głębiej przemieniło moje serce: wszystko na tym świecie jest kruche i ulotne, a jedynie Miłość i osobista relacja z Bogiem mają prawdziwą wartość.
Bóg na nowo rozpalił moje serce do ewangelizacji i dzielenia się największym skarbem – wiarą i relacją z Jezusem. W tym czasie szczególnie doświadczyłam Jego miłości w momentach mojej słabości, a także wsparciu które otrzymałam nie tylko od mojej wspólnoty, ale także osób, które poznałam, służąc Bogu. Głeboko wierzę, że ich wstawiennictwo przyczyniło sie do tego, że jeszcze mam czas dany tu na ziemi i że jestem zdrowa.
Z jeszcze większym pragnieniem chcę jak najlepiej przeżyć moje życie oraz napełniać się tą radością i miłości, którą wyraża Słowo: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.”(J 3,16) oraz codziennie wypełniać Boży nakaz dany nam wszystkim: „Idźcie więc i czyńcie uczniów ze wszystkich narodów” (Mt 28,19)